Banishers: Ghost of New Eden – Recenzja

utworzone przez | mar 18, 2024 | Recenzje | 0 komentarzy

Często brakuje mi czasu, aby ogrywać mniejsze produkcje niż AAA, ponieważ lista dobrych premier z 2023 roku była naprawdę spora. W tym miesiącu postanowiłem jednak przetestować Banishers Ghost of New Eden, która jest tytułem AA. To było moje pierwsze spotkanie ze studiem DON’T NOD i wcale się nie zawiodłem, lecz niestety czegoś zabrakło…

Nie bój się, w mojej recenzji nie będzie spoilerów, czytaj dalej!

Krótka historia Banishers: Ghost of New Eden

Banishers opowiada historię dwójki tytułowych pogromców, którzy w XXVII-wiecznej Anglii mierzą się z potężnych koszmarem na prośbę ich starego znajomego. Niestety na początku historii nic się nie układa i to zadania ich przerasta.

Zanim przejdę do konkretnych zalet i wad tej produkcji, chciałbym, aby na samym początku wybrzmiał fakt, że gra mi się podobała. Lubię tego typu produkcję i cieszę się, gdy trafia w moje ręce gra z mniejszym budżetem, która zapewniła mi kilkanaście godzin dobrej zabawy. Wiem, że gdyby ten tytuł miał budżety typowe dla gier AAA mogłoby powstać z tego doskonałe dzieło. Niestety braki budżetowe wpłynęły na ostateczną ocenę…

A teraz przechodzimy do szczegółów.

Czy fabułą w Banishers Ghost of New Eden jest dobra?

Główna fabuła zaczyna się tajemniczym wyzwaniem walki z duchem, którego boją się wszyscy, budując powoli klimat. Prawdziwego rozpędu historia nabiera, gdy Antea umiera. Nie to nie jest spoiler. W każdej zapowiedzi mówiono o jej śmierci, ponieważ jest to istotnym elementem rozgrywki – ale o tym później.

Po dużym rozpędzie fabularnym mamy ogromne zwolnienie, a wręcz zatrzymanie całości głównego wątku na rzecz eksploracji i zadań dodatkowych.

Główne zadania są tylko z nazwy, bo tak naprawdę większość z nich to po prostu przypadki wypędzenia ducha tylko z ważniejszymi postaciami. Historia ma jeden zwrot, gdy poznajemy pewną tajemniczą osobę, a dopiero powrót do prawdziwej głównej misji mamy na koniec gry, gdy w końcu docieramy ponownie do New Eden.

Samo zakończenie również zbytnio mnie nie zaskoczyło, brakowało mi efektu “WOW” w opowiedzianej całościowej historii. Dodatkowo czułem, że relacja między kochankami jest zbyt szorstka, zachowują się bardziej jak koledzy. Nie pomijam tego faktu, bo miłość ich łącząca jest jednym z najważniejszych czynników tej fabuły.

Sami aktorzy zagrali na prawdę dobrze. Pod tym kątem gra stoi na wysokim poziomie. Zabrakło tylko bardziej rozbudowanej narracji i postawienia większego nacisku na relację.

Ale na szczęście sama warstwa fabularne ma ważną część, która buduje tą grę.

Misje dodatkowe

Tym aspektem są misje dodatkowe, w których mamy przypadki nawiedzenia. Każda z historii jest ciekawie opowiedziana mająca drugie dno i zawsze pozostawiając nam na końcu wybór.

Wybór który jest podwójnie trudny.

W grze możemy wygnać ducha, udzielić mu wniebowstąpienia lub ukarać żywego, który jest nawiedzany. I tutaj standardowo podejmowalibyśmy mini osąd na każdym patrząc tylko przez pryzmat dobra czy zła.

Sprawa się trochę utrudnia bo głównym aspektem fabularnym naszej ścieżki jest decyzja co stanie się z Anteą na końcu: Pozwolimy jej wniebowstąpić, czy powalczymy o jej wskrzeszenia, które może być możliwe gdy zbierzemy wiele dusz, ludzkich dusz. Minusem tego fajnego zabiegu jest fakt, że na jednym z pierwszych etapów gry musimy zaznaczyć Antei co zrobimy i to trochę nakierowuje nas na właściwy tor.

Jeśli zatem na przykład wybierzemy wskrzeszenie Antei, ja poszedłem tą drogą, to nawet gdy ktoś nie zrobi zbytnio nic złego, bo to główna wina ducha dochodzimy do momentu, że teoretycznie musimy go zabić ponieważ nie wiemy bowiem ile potrzeba dusz, aby zaliczyć wskrzeszenie Aneti. Gra tego nie pokazuje.

Podoba mi się fakt, że w grze nie jesteśmy super bohaterami ratującymi świat albo całe uniwersum przed super złoczyńcą. Cała fabuła rozpoczyna się i kończy w miasteczku New Eden oraz okolicach. Bo tam ten koszmar powstał i tam zakończymy tą historię. W dzisiejszych czasach gry często chcą zbyt na siłę wyolbrzymiać losy bohaterów.

Chciałbym poruszyć jeszcze jeden ciekawy temat ale nie mogę szczegółowo bez spoilerów. Cała historia powoli odkrywa karty pewnego wydarzenia, które miało wpływ na pojawienie się koszmaru. Ten element bardzo mi się spodobał. Nasz wróg nie wziął się znikąd i nagle patrzymy inaczej na wszystkich osadników i miasteczko New Eden.

Rozgrywka i mechaniki Banishers: Ghost of New Eden

Kończąc aspekty fabularne tej recenzji muszę zaznaczyć, że przeszedłem grę, ale zostało mi około 5 dodatkowych przypadków nawiedzenia, których nie byłem wstanie dokończyć, bo po prostu po 30 godzinach zanudził mnie gameplay. Jestem w szoku, gdy słyszę, że ktoś spędził w tym tytule 50 czy 70 godzin. Jeśli ktoś ma zamiar platynować tą grę, to prawdopodobnie będzie musiał wybić całą kolonię wilków, bo to jeden z najpopularniejszych przeciwników, których w ciągu 30 godzin zabiłem setki.

Nie chodzi o to, że rozgrywka jest zła. Jak na niskobudżetową produkcję mamy sporo ciekawych elementów takich jak dynamiczna zmiana z Reda na Antę, kilka specjalnych umiejętności, które odkrywamy z postępem misji głównych. Drzewko rozwoju postaci pozwala nam na tworzenie przeróżnych kombinacji. I mimo, że to nie jest poziom walki z god of war czy soulsów walczyło się po prostu przyjemnie. Grałem na normalnych poziomie i nie było ani za trudno ani za łatwo… lecz pod koniec przełączyłem już na niższy poziom trudności. Nie z powodu trudności, ale z innego ważnego powodu.

Największym minusem wszystkich walk jest powtarzalność przeciwników. Mamy tylko kilka różnych duchów, szkielety, wilki, magnowy koleś i kilku bosów i to koniec…. I najgorsze jest to, że gdy wykonujesz np. misję dodatkową i chcesz zaliczyć tylko aspekt fabularny, gdy tylko jakiś przeciwnik wyrośnie Ci nagle z ziemi, nie możesz go pominąć, gra zatrzymuje się w zamkniętej arenie i dopóki nie wybijesz wszystkich nie pójdziesz dalej. I tak każda misja była otoczona minimum kilkoma takimi arenami prawie identycznych przeciwników.

To zdecydowanie najgorszy element tej gry – monotonia walki. Wystarczyło uciąć budżetowo kilka aktywności dodatkowych z mapy i dołożyć kilka nowych typów przeciwników.

Jeśli chodzi o walkę Red ma do dyspozycji słaby atak, mocno atak i strzelanie z broni. A Antea ciosy oraz cztery czary. Też szału nie ma, fajnie jakby np. red miał do dyspozycji zamiast samego miecza jakąś włócznie czy topór, aby urozmaicić tą walkę.

Nie mogę tylko hejtować! Bo gra mi się ogólnie podobała. Więc na plus w tym wszystkim prosty sposób rozwoju postaci i ulepszania ekwipunku. Nie były to zbyt ważne aspekty gry, więc twórcy nie zawracali nam głowy milionami kombinacji i buildów. Można było bardziej skupić się na warstwie fabularnej.

Pozostałe kwestie

Jest jeszcze kilka rzeczy które chciałbym wytknąć temu tytułowi jeśli chodzi o rozgrywkę.

Błądziłem często w misjach dodatkowych jak dziecko we mgle szukając jednego przedmiotu, który pchnąłby misję do przodu. Gra nazywa to śledztwem, a ja bardziej irytującym szukaniem igły w stogu siana. Nie raz chodziłem kilka minut od kąta w kąt szukając czegoś co pominąłem.

To samo z tak zwanymi korzeniami, które blokowały w kilku miejscach drogę i były taką mini grą z szukaniem i strzelaniem do słabych miejsc, aby pozbyć się tych korzeni i ruszyć dalej. Pierwsze 5 razy miałem frajdę, ale przy 20 razie miałem ochotę wyłączyć grę bo już mnie to nużyło.

Dlatego też odpuściłem te kilka misji, bo na myśl, że każda z tych pięciu brakujących misji dodatkowych zapewniłaby mi po minimum 5 starć z takimi samymi potworami, 5 przedmiotów do znalezienia w domu, jaskini czy w jakieś ruderze i 3 korzenie do zniszczenia to dla mnie za wiele. Szkoda czasu.

Spodobał mi się fajny zabieg DON’T NODa Każda postać nazywała była przy podświetleniu jako “osadnik” i dopiero, gdy z kimś porozmawialiśmy poznaliśmy jego imię i nazwisko, bo się przedstawił. Mała pierdoła, ale faktycznie urzeczywistniła trochę grę. Bo skąd niby wiemy kto jest kim w grach?

Warstwa wizualna Banishers: Ghost of New Eden

Klimat gry również przypadł mi do gustu. Sama kraina została pięknie zbudowana i nawet czasem zatrzymywałem się, aby ucieszyć oko widokami. Najlepszy fun miałem, gdy przebywałem w osadzie i rozmawiałem z różnymi postaciami. Wszyscy osadnicy mieli podobne podejście do pogromców jak w naszym rodowym hicie mieszkańcy wiedźminów. Wszyscy mieli dystans, nie ufali nam i dużo toczyło się według tematów religijnych. Gra naprawdę zbudowała świat w którym czuliśmy się jakbyśmy trafili do 17 wieku.

Doczepiłbym się trochę animacji twarzy czy np. skoków i tym podobnych mechanik. Ale rozumiem, że nie wystarczyło budżetu, aby zrobić tą grę z większymi detalami. W sumie i tak wyglądają lepiej niż nie jedna gra Bethesdy. 🙂

Kwestie techniczne

Muszę pochwalić warstwę techniczną gry. Kupiłem świeżo na premierę i miałem tak naprawdę dwa mało istotne błędy podczas 30 godzin gry. Co w obecnych czasach jest zadziwiająco niskim wynikiem. Grałem w wersję na PlayStation 5. Raz przedmiot, zamiast spaść z beczką zawisnął w powietrzu i musiałem wczytać grę. Która, nawiasem mówiąc, tworzy bardzo często auto zapisy więc praktycznie tego nie odczułem. A drugi błąd to zawiesił mi się pad od PS5 i cały czas lekko wibrował. Znów ponowne wczytanie pomogło rozwiązać tą kwestię.

Więc śmiało technicznie mogę ocenić tytuł wysoko. Jedynie odczuwałem w niektórych miejscach spadki klatek i mapa zawsze wczytywała się z opóźnieniem.

Podsumowanie

Dotarłeś do końca dzięki! Jest to moja pierwsza recenzja w życiu i stwierdziłem, że ciężko oceniać tytuł poprzez liczbę typu 8/10 czy 4/5. Bo na odbiór tytułu ma wpływ wiele czynników: czy lubimy dany typ gry, jakie mechaniki w grach preferujemy i tak dalej. Dlatego w mojej prywatnej skali ocenię trochę inaczej. Polecam zagrać w grę Banishers Ghost of New Eden, ale nie jest to mustplay.

Gra jest dobra, ale nie wyśmienita. Ma fajne elementy, ale sporo jej brakuje i pewnym momencie robi się nudna. Ja cieszę się, że ją ograłem, ale gdy zalegają Ci duże znane podobne tytuły typu God of War, to nie zastanawiaj się ograj wpierw duże hity, a potem czekaj na promocję na ten tytuł i zagraj w momencie, gdy nie będziesz miał nic ciekawszego na liście.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *